"Błękitnokrwiści" są oryginalnie serią amerykańską, bo pisarka, Melissa, ze Stanów pochodzi. Siłą rzeczy to właśnie z USA kupiliśmy prawa do wydania całej serii, a egzemplarze przyszły do nas w amerykańskich okładkach. I nam się, z całą szczerością, okładki te nie podobały...

Oryginały są a na stronie Melissy :)
Wersja brytyjska wpadła nam w oko daleko później, prawdę mówiąc, dopiero, gdy ktoś wspomniał o niej tutaj, na blogu. Faktycznie - jest ładna, jednak... Kojarzy Wam się z wampirami?

"Błekitnokrwiści"

"Dziedzictwo"
Myślę, że to typowo brytyjskie okładki, stonowane i ładne, ale jednak zupełnie nieprzystające do tego, co jest popularne, lubiane i zauważane u nas. Cóż, i tak zorientowaliśmy się za późno.
Ciekawe są również francuskie okładki, ale, po raz kolejny, uznaliśmy, że okładka pierwszej części jest najmniej interesująca ze wszystkich. Gdyby była inna, może "Błękitnokrwiści" po polsku wyglądaliby inaczej?

Tylko to spojrzenie...
No więc nie kupiliśmy francuskich okładek ;-) Ze względu na pierwszą. A teraz patrzę i widzę, że wyszła kompilacja czterech tytułów z bardzo fajną zajawką.

Było, minęło, nie ma co płakać, prawda?
W każdym razie postanowiliśmy zrobić własne okładki, padło na młodego, utalentowanego fotografa i grafika, z którym miałam okazję pracować przy innym projekcie - na Dream Travelera.
Każda okładka to kilka projektów, mnóstwo marudzenia, szukanie inspiracji w tekście, sesja zdjęciowa a później mordowanie fotografii w programach graficznych. Każda okładka to również poszukiwanie odpowiedniego zdjęcia miasta, które jest miejscem wiodącym dla danego tomu. Okładka do książki musi być przygotowana wcześniej, najlepiej jak najwcześniej, w wysokiej rozdzielczości; a mówiąc o okładce nie mam na myśli tylko frontu - trzeba jeszcze zrobić tył i skrzydełka, wybrać teksty, umieścić opisy oraz logotypy patronów medialnych. Od wyglądu okładki zależą również pierwsze strony książki, tak zwane "strony tytułowe", które powtarzają typografię (literki) z tego, co znajduje się na froncie :) Czyli, krótko mówiąc, sporo roboty.
Oczywiście, zdarza się, że kupujemy oryginalne okładki od zachodnich wydawców i tylko dorabiamy polskie napisy, ale... Ale okładka musi nam się podobać :) Tak jest w wypadku serii "Zwiadowcy" Johna Flanagana, której okładki kopiują te, których używa wydawnictwo Yearling Books, albo w przypadku serii "GONE" Michaela Granta (choć ja jedna wiem, jak potwornie kusiło nas zrobienie własnej grafiki!).
Ufff, długawy wyszedł ten post :)
Udaję się na urlop na tydzień, więc będzie chwilowy zastój, ale...
Ale mam dla Was dwie tapety z "Dziedzictwem" - okładkowe tym razem, żeby było w temacie. Znajdziecie je tutaj
Wiem również, że Dream Traveler przygotowuje koleją tapetą tematyczną ;-)