piątek, 10 grudnia 2010

Outre tombe

to po francusku "zza grobu".
Tak mniej więcej właśnie się czuję, pisząc pierwszą notkę po mniej więcej miesiącu nieobecności na blogu. Przepraszam, rzeczywistość spadła mi na głowę :(

Mam dla Was okładkę do "Zbłąkanego anioła" oraz kilka wieści na temat planów na 2012 rok.
Po pierwsze więc: tadam, oto okładka kolejnego tomu.



Wszelkie zażalenia pod moim adresem, bo, wyjątkowo, okładki nie robił Wojtek, tylko niżej podpisany admin bloga. Cóż... "Zbłąkany anioł" ukaże się, jeśli wszystko dobrze pójdzie, już za miesiąc, to jest w okolicach 11 stycznia :-) A na Walentynki, 14 lutego, powinniśmy mieć gotowy tomik z opowiadaniami. Okładkę przedstawię później, bo nie zdążyliśmy jeszcze zamknąć dużej wersji i mamy jakieś z lekka obskubane maleńkie prevki.

Latem tego roku powinniśmy wystartować z "Wiedźmami z East Endu", to jest z kolejną serią Melissy, tym razem o czarownicach. Osadzona na Manhattanie seria jest kierowana do dorosłego czytelnika (jasne, już to widzę, wielka osiemnastka w czerwonym kółku) i pojawiają się w niej bohaterowie z serii o wąpierzach. Cały czas czekamy na maszynopis, żeby dać to cudo do tłumaczenia.

W lutym wyjdzie pierwszy tom "The Ashleys", które będą się chyba nazywały "Kliką z San Franscisco". Albo "z Frisco", nie wiem. Niestety, pomysł "Wrednych panien", choć urokliwy, odpadł. Dlaczego? Bo ktoś w Stanach mógłby się poczuć urażony taką negatywną oceną bohaterek. Choćby nawet ocena ta była jak najbardziej prawdziwa ;-)

A z innej beczki - w 2012 roku nie tylko wampiry. Zaczynamy również inne serie. Tych, którzy lubią "Błękitnokrwistych" może, jak mniemam, zainteresować seria "Córki księżyca" Lynne Ewing. Trzynaście tomów o młodych kobietach, które mają specyficzne, związane z ciemną stroną życia, zdolności i które są zdecydowanie stworzeniami nocy :-) Ja tam czuję się zdecydowanie nocnym bytem (choć o 23 jestem nieprzytomna...). Seria narobiła zamieszania w Stanach, była wydawana po kawałeczku, wlekło się toto niemożliwie, aż wreszcie, gdy autorka skończyła temat, można to wydać w sensownym tempie i u nas :)

Tu jest wstępny projekt okładki (nie mówcie, że dziewczyna jest bleeeeeee, to projekt :)):



Mamy szczery zamiar wydawać po dwa-trzy tomiki w jednej książce, żeby sztucznie nie dmuchać objętości (dostaję już szału od tych książek, w których liternictwo jest tak wielkie, że trudno objąć jedno słowo wzrokiem) i żeby było coś do poczytania.

I tak, jasne, przed Bożym Narodzeniem zrobimy jeszcze jakiś konkurs ;-)

poniedziałek, 15 listopada 2010

Trailer do "Zbłąkanego anioła" i rozważania różnej treści

Widzieliście? Bo ja mam refleks szachisty (korespondencyjnego)...



Prawdę mówiąc, bardziej podobał mi się trailer do poprzedniej części ;-) Bardzo bym chciała, żeby polskie wydanie miało swój własny trailer na You Tube, tylko jakoś nie ma ani czasu, ani pomysłów.

Z innych informacji - "Bloody Valentine" już się tłumaczą i planujemy je wydać na walentynki przyszłego roku. Książka zawiera trzy opowiadania, więc jest krótsza niż regularny tom.
Poza tym, jak już kiedyś pisałam, Melissa kończy jeszcze inną powieść - dla dorosłych, ale z postaciami występującymi w sadze o błękitnokrwistych. Nie mogę się doczekać, aż wreszcie dostaniemy egzemplarz. Amerykańskie wydanie będzie latem przyszłego roku, nasze, mam nadzieję, niedługo później :-) Ciekawa jestem, jak się sprawdzi książka o wiedźmach i czarownicach. Na serię o Bliss trzeba będzie poczekać dłużej...

---
Na marginesie, ale tak zupełnie na marginesie, zastanawiam się nad książkowymi modami. Kiedyś wszyscy chcieli czytać Harry'ego, teraz przyszła pora na wampiry. I upadłe anioły, ale to się dopiero zaczyna. Jako nastolatka sama zaczytywałam się romansidłami, w których występowali mroczni, niespokojni, a jednak zakochani na zabój goście, więc w sumie mnie ta moda nie dziwi. Zastanawiam się tylko, co będzie następne?

Zastępy strupieszałych i nadnaturalnych przystojniaków powoli się kończą. Bo co jeszcze można wymyślić? Wampirów jest zatrzęsienie, upadli się mnożą, wilkołaki są jakoś mniej pociągające niż pociotkowie Lucyfera i pijawki, a moda na faerie (czyli wróżki) pewnie się u nas nie przyjmie. Nie tak dawno spotkałam się z opisem książki o romansie niewinnej dziewczyny i zombie.
Rany... Wyobrażacie sobie romans z zombie? Dla niewtajemniczonych - zombie to taki trup, który zaczyna się rozkładać, a jednak wyłazi z grobu... A teraz ruszcie wyobraźnią (wiem, powtarzam się) i zamieńcie Edwarda ze "Zmierzchu" na jakiegoś Gustawa czy innego Alberta. I, wzorem Belli, powąchajcie.
Brrrrrrrrrrrrrr!
Co będzie następne?

Mumie? Romans w klimacie egipskim - młoda, piękna i niewinna uczennica gimnazjum/liceum jedzie na wakacje do pięciogwiazdkowego hotelu i, w trakcie wyprawy krajoznawczej, wpada przypadkiem na tajemniczego, zakutanego w długie szaty, młodzieńca. Romans kwitnie, choć kolega zakutany jest bardzo konsekwentnie, dochodzi do pierwszego pocałunku... A potem okazuje się, że nad facetem nie tylko ciąży klątwa, ale również wymaga on regularnej zmiany bandaży. Im dłużej trwa romans, tym więcej bandaży potrzeba (kolega sypie się trochę w trakcie eksploatacji), wakacje niedługo się kończą. Piękny temat, można by go rozwinąć o problem transportu mumii do kraju pochodzenia bohaterki (bagaż podręczny, czy główny; ewentualna kwarantanna i problem z wizą), klątwę faraona (dziadka, wujka, zazdrosnego konkurenta) oraz, co by podgrzać atmosferę, można byłoby dodać jakąś szaloną badaczkę (metr osiemdziesiąt, nogi do sufitu, szpilki i pełen make-up), która chce zawłaszczyć supermumię dla siebie.

Albo może, skoro ma być mrocznie, to upiór? Był taki jeden w operze, dlaczego nie miałby się pojawić, dajmy na to, w sali chemicznej? Poparzony w trakcie wybuchu na lekcji x lat wcześniej, pałający rządzą zemsty na nauczycielce, a właściwie, nauczycielka dawno już nie żyje, na jej wnuczce, która sole i kwasy ma w małym paluszku. Nieświadoma dyszącego nad jej karkiem upiora dziewczyna jest oczywiście uczennicą szkoły, w której doszło do wypadku. Nie zna dramatycznej historii Zygfryda. A Zygfryd nie wie, że nienawiść tak łatwo przeradza się w miłość.

Wśród stworów nadnaturalnych są oczywiście również różne -łaki. Nie tylko wilkołaki, ale kotołaki, szczurołaki, niedźwiedziołaki, łasicołaki, generalnie - zwierzołaki. To może opowieść o niedźwiedziołaku w warszawskim zoo?

Wiem, wygłupiam się :-) Ale lubię i wampiry, i -łaki, i upiora z opery, i nawet mumie, byle w ograniczonej ilości.

piątek, 5 listopada 2010

Chwilowy sezon ogórkowy

Coraz dłuższe przerwy w pisaniu nie oznaczają, że ten blog umrze. Przynajmniej mam taką nadzieję. Chwilowo jestem zarobiona "Nefilimem", "Lewiatanem" i "GONE", ale mam nadzieję, że już niedługo wrócę do regularnego pisania.

Ogłoszenia parafialne:
ArdadLili - bardzo proszę, prześlij mi jeszcze raz swój adres na joanna.jaguar@op.pl, bo albo poczta zeżarła książkę, albo ktoś pokręcił adres przy wysyłce. Z zasady nie wysyłam książek listami poleconymi, bo idą tygodniami, więc zdarza się, że jakaś wsiąka :( Bardzo przepraszam, że tak długo czekałaś na moją odpowiedź!

Po "Zbłąkanym aniele" będzie jeszcze jedna nieregularna książka z błękitnokrwistymi, znowu w nieco krótszej formie. W oryginale nazywa się "Bloody Valentine", ale to tytuł filmu, więc mamy nielekki zgryz, jak ją nazwać ;-)
Oryginalna okładka wygląda tak:



Angielska tak:



A jak będzie wyglądała nasza, tego nikt nie wie ;-) Prywatnie bardzo bym się chciała dowiedzieć, co wymyślił grafik na "Zbłąkanego anioła"...

Poza tym pojawiła się brazylijska edycja wampirków. Do mnie chyba ta okładka do końca nie trafia...



Ale ja ciągle marudzę na okładki :)

czwartek, 21 października 2010

Po urlopie

Samoloty rzadko spadają, ale z wakacji, jak się okazuje, można sobie przywieźć rozmaite rzeczy - nie tylko pakę słodyczy, ciasto z miejscowej patisserii i 1,5 GB zdjęć, ale również paskudne choróbsko. Czego nikomu nie życzę. Mówili wszyscy, że trzeba uważać, jak się wyjeżdża, ale że trzeba uważać, kiedy się wraca? W każdym razie staję już na nogi :-)

I mam dla Was dobrą wiadomość - kolejny tom wampirków, czyli "Misguided Angel" (roboczy tytuł: "Zbłąkany anioł", ale mnie, tak całkiem prywatnie, wcale się nie podoba) mamy zamiar wydać w styczniu :-) A po "Misguided Angel" Melissa opublikowała jeszcze jeden tomik, cieniutki, trochę ponad 100 stron - "Bloody Valentine", jeśli nie pokręciłam tytułu, który też wydamy, choć nie wiem jeszcze, kiedy dokładnie.

Jak Wam się podoba okładka do "Kluczy"? Mnie chyba najbardziej z całej serii, choć "Dziedzictwo" również mi się podobało. Ktoś tu kiedyś pisał, że facet na okładce nie teges. Oj, moim zdaniem fajnie wyszedł ;-)

Ale okładki do piątego tomu jeszcze nie mamy :( Muszę pogonić grafika, żeby się nią poważnie zajął, bo chciałabym ją mieć jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Avellana ma rację - książka "robi się" długo. Więc choć "Misguided Angel" jest już przetłumaczony, to przed nami jeszcze sporo pracy.

PS. Czy do laureatki konkursu komentarzowego dotarło "Dziedzictwo"? "Nefilim" zostanie wysłany jutro :)

wtorek, 21 września 2010

Przed urlopem :)

No dobrze, autorka bloga przypomniała sobie o kwestii The Ashleys i wyjaśnia - książka będzie dopiero w przyszłym roku :( To lato było dla nas wszystkich dość ciężkie i nie szło wyłącznie o sprawy zawodowe. Dam znać, jak będę miała konkretny termin wydania Aszlejek (jak je sobie między nami nazywamy).

A z ciekawostek, Melissa pisze "dorosłą" wersję "Błękitnokrwistych", taki projekt na boku. Chętnie bym przeczytała, bo lat naście mam już... E, no od jakiegoś czasu nie mam ;-) Czekamy na jakiś maszynopis, oby szybko.
Tak samo jak czekamy na książkę o Bliss i jej perypetiach.

A opisy ciuchów są, spokojnie! Skoro jest Mimi, muszą być i ciuchy. Wyobrażacie sobie Mimi w niemarkowych butach? Nawet w stroju venatora Madeline pozostaje Madeline. Choćby się miała zaklinować w jakiejś dziurze, i tak nie założy na nogi czegoś, co nie ma obcasa... Niniejszym, bardzo jej zazdroszczę, bo mnie od obcasów wściekle bolą stopy.

Cieszę się, że bierzecie udział w ankiecie, choć nie spodziewałam się takiej sympatii dla Schuyler ;-) Nasze typy są takie:
Mła - Kingsley, bo mam słabość do czarnych charakterów.
Szefowa - Dylan, bo był pierwszej wody wariatem.
Tłumaczka - Mimi, bo jako jedyna baba w książce doskonale wie, czego chce ;-)
Swoją drogą, Avellana nie cierpi wprost Bliss, a ja całkiem ją lubię :) Na dodatek Bliss jest aniołem, którego imieniem posługuję się w sieci od wielu, wielu lat. Nie wszędzie, bo mam lekkiego fioła na tle prywatności. Ale wciąż mi się zdarza. I nie, nie powiem, którym aniołem jest Bliss.

A jak wrócę, to, oprócz konkursu, zrobimy plebiscyt na najbardziej znienawidzonego bohatera serii ;-)

Trzymajcie się ciepło, do napisania po moim powrocie :) Samoloty rzadko spadają, nie?

PS. I są jeszcze nowe recenzje, poszukajcie na Qfancie i na blogu Słowem Malowane :-)

poniedziałek, 20 września 2010

Z ostatniej chwili :-)

O, są już dwie recenzje "Dziedzictwa" :-) Fajnie, że jeszcze przed premierą.

Na portalu Wiadomości24 oraz na portalu DlaLejdis

Autorom bardzo, bardzo dziękuję :)

niedziela, 19 września 2010

Ups...

Naprawdę strasznie Was przepraszam za brak powiewów świeżości w ostatnim czasie, ale w tym roku urlop łączy się dla mnie z osiąganiem mistrzostwa w dziedzinie załatwiania spraw na ostatnią chwilę ;-) Działo się, oj działo się...

Na początek ogłoszenie parafialne (za które ktoś mnie pobije): nie będzie fragmentu "Kluczy do Repozytorium"! Nie i już! Wiecie dlaczego? Bo jest tam tyle informacji o bohaterach książek, informacji, które wychodzą na jaw dopiero w "Dziedzictwie", że można zepsuć sobie radość z lektury. A jak znam życie, nikt by temu fragmentowi nie odpuścił, prawda?

Drugie ogłoszenie parafialne: trochę nam przemutowała okładka do "Kluczy". Dodaliśmy gustowną plamę, by ją trochę rozjaśnić oraz napis, żeby nikt z czytelników nie uznał przypadkiem, że ma do czynienia z kolejnym tomem serii.

Teraz okładka wygląda tak:



Prawdę mówiąc, sporo dyskutowaliśmy w Wydawnictwie nad tą okładką. Najpierw nam się podobała, później już nie bardzo, były śmiały plan zmiany na ostatnią chwilę, ale... Ale gdzieś po drodze, tu, na blogu, kilka osób napisało, że projekt im się podoba :-) I to przeważyło, zmieniliśmy tylko trochę układ.

Ogłoszenie parafialne numer trzy: mamy już przygotowane billboardy do metra. "Dziedzictwo" zawiśnie 1 października, "Klucze" od 15. Trochę żałuję, że nie możemy rozwiesić tych plakatów w całej Polsce, ale na takie atrakcje może sobie pozwolić dowolnie wybrana sieć telefoniczna, a nie wydawnictwo książkowe ;-)





Który bardziej Wam się podoba? Bo mnie chyba jednak "Klucze" ;-)

Tak sobie pomyślałam, że, skoro nie starczy mi czasu na zrobienie jeszcze teraz jakiegoś konkursu, to może choć pobawimy się kolejną ankietą? Przeglądając "Klucze" zaciekawiło mnie, która z postaci jest ulubioną postacią czytelników... Ale to trochę później :)
A swoją drogą, wiedzieliście, że Bliss ma 180 cm wzrostu???