Witam po Świętach :-) Mam koszmarnego lenia, wywołanego między innymi zbyt dużą ilością makowca (kocham makowce, a na dodatek, szlag by to, umiem je piec...) oraz surowej wołowiny (kocham surową wołowinę, co pozwala mi się identyfikować z niektórymi bohaterami serii)... I ten leń sprawia, że robią mi się zaległości. Wiszę grafikowi finalną wersję okładki do "Walentynek", a Wam informacje o premierze kolejnego tomu.
Ehem, ehem, porzucam więc wspomnienie po tatarze:
"Zbłąkany anioł" ukaże się (na 99%) w okolicach 26 stycznia. Wiem - opóźnienie. A teraz niespodzianka :) Razem z aniołkiem ukażą się również "Krwawe walentynki". Nie jako oddzielna książka, ale doklejone do właściwego tekstu anioła. Wiem, że książki - dodatki nie wzbudzają w wielu ludziach specjalnego entuzjazmu, ale spieszę poinformować, że za cegłówkę ponad 400 stron zapłacicie około 40 zł. Tak przynajmniej widzi nam się cena detaliczna. Książka będzie grubsza od pozostałych, droższa o jakieś 4 złote. Więc, chyba (liczę, że tak to odbierzecie), nasi czytelnicy na tym skorzystają.
Na pierwszej okładce znajdzie się fota z fioletowym płaszczem, na czwartej - trochę podcieniowana okładka do "Krwawych walentynek". Poza tym same walentynki zostaną w tekście oddzielone kartą z okładką w skali odcieni szarości. Będą również dwa różne ozdobniki na dole :-)
---
Temat ceny pojawił się nieprzypadkowo. Nie wiem, czy wiecie, ale od Nowego Roku książki zostają objęte podatkiem VAT. Niby tylko 5%, ale ceny podskoczą :-( Z "Błękitnokrwistymi" jakoś nam się udało sensownie to załatwić (dwie książki w jednej zawsze kosztują trochę więcej), ale wcale nie uśmiecha nam się podnoszenie cen czegoś, co i tak jest już drogie. No nic, zobaczymy, jak to się wyklaruje. Mam nadzieję, że podwyżka nie będzie drastyczna.
A z ciekawostek - planujemy w tym roku wydanie fajnej trylogii o faerie (rany, nie kojarzcie tego z wróżkami, raczej z elfami) niejakiej Lesley Livingston. Jeśli ktoś czytał książki Marr (wydane przez konkurencję :-)), powinien być usatysfakcjonowany powieściami Livingston.
Prywatnie zastanawiam się, ile jeszcze potrwa ta moda na wampiry/upadłe anioły. Przeczytałam przez Święta świetną książkę, która u nas jeszcze nie wyszła (ale nie mogę zdradzić tytułu) - nie było tam ani krwiopijców, ani pociotków Lucyfera, ale dawno już nic mnie tak nie wciągnęło. Romans z wątkiem paranormalnym - cudowny ;-) Ucieszyłabym się, gdyby nasze wydawnictwo mogło to wydać i gdybym mogła zająć się popularyzowaniem tytułu. To dzika radocha pracować z tekstem, który się strasznie lubi :-)
Wrócę niebawem z większą ilością bezsensownych wynurzeń ;-)
Admin.